Home / BLOG / „Matka Polka Bezwytchnieniowa” – cytat naszej codzienności.

„Matka Polka Bezwytchnieniowa” – cytat naszej codzienności.

Jestem po lekturze e-booka „Matka Polka Bezwytchnieniowa” i…nie znajduje słów, żeby opisać przygodę z tą pozycją. To realistyczna, szczera, odważna i w 100% prawdziwa opowieść Matki dziecka z niepełnosprawnościami. Nie da się tego streścić, bo to jest kwintesencja uczuć, myśli i naszej codzienności.

Jeżeli jeszcze nie czytałeś historii opartej na faktach i własnym doświadczeniu mamasama.pl , to masz szansę pobrać ją z nowego portalu dla rodziców OzN: Ważny Magazyn. Przeczytasz coś czego na rynku jeszcze nie ma. Jeżeli nie jesteś rodzicem OzN, zobaczysz jak wygląda nasza codzienność. Kiedy czytałam tego e-booka pierwszy raz – poruszył mnie. Pierwsza myśl – to jest nasza czarno-biała rzeczywistość. Ona nie jest kolorowa, ekranowa. Ten e-book pokazuje ją, taką jaką jest. Bez sztucznego upiększania.

Ten komentarz piszę po drugiej lekturze. Już mniej emocjonalnej. Dokładniejszej, analizującej każde słowo. Ten e-book to zebrane w jednym miejscu myśli, emocje każdej z nas.

KAŻDEJ.

I nie da wybrać się jednego, najlepszego cytatu.

TA POZYCJA TO JEDEN DŁUGI CYTAT Z NASZEGO ŻYCIA. I nie da się go skrócić.

W wielu opiniach czytam, że to jest “echo moich myśli”, że to “jest dokładnie to co czuję”, itd. To opinie Matek OzN, bo pozostałe jeszcze tego e-booka nie przeczytały. Rozmawiając z matkami dzieci zdrowych często słyszymy: „Nie mam czasu. Muszę zawieźć Franka na piłkę, a Basię na balet, w międzyczasie ogarnąć zakupy i zaplanować kostium na bal do przedszkola dla Asi.” Tak, my mamy OzN nie potrzebujemy pomników, słów uznania czy podziwu. Potrzebujemy wsparcia systemowego, wsparcia czynem. By wreszcie odpocząć, iść do lekarza itp. Załatwić swoje sprawy ze spokojną głową, bez wyrzutów sumienia, bez pośpiechu. A co z pozostałymi Mamami?

Podczas lektury “Matki Polki..” naszła mnie taka myśl, że przecież matka zdrowego dziecka też tego potrzebuje. Oczywiście czym innym jest basen rekreacyjny, a czym innym terapia na basenie. Czym innym jest lekcja tańca, a czym innym fizjoterapia. Ale ta Matka i ta Matka bierze na swoje barki wiele. Część sytuacji, pewnie znaczna, nie dotyczy Matek, które nie muszą mierzyć się z chorobą czy niepełnosprawnością dziecka. Jednak zmęczenie, niezauważanie, niedocenianie, “musienie” dotyczy obydwu rodzajów macierzyństwa.

Nie chcę oceniać, ani krytykować. Nie chcę też się licytować kto ma gorzej. Każdy ma ciężko zgodnie ze swoją skalą. Jedna matka jest trzeci miesiąc w szpitalu z dzieckiem i trwa. Druga jest wyczerpana, bo dziecko trzeci raz w sezonie jest przeziębione. Ta i ta ma prawo czuć zmęczenie, słabość, rezygnacje. Ta i ta ma prawo oczekiwać wsparcia. Zastanawia mnie jednak czy to nie nasza „społeczna kultura” wepchnęła nas w samodzielne(ktoś inny powie samotne) ogarnianie życia swojego i rodziny?

Czasami migają mi na Facebooku czy Instagramie wpisy profilu “Życie stewardessy”. Jeżeli nie wiesz, jest to profil prowadzony przez Polkę, która pracuje w zagranicznych liniach lotniczych. Życie tak się ułożyło, że znalazła miłość w Indiach. Odkąd została mamą pokazuje jak wygląda macierzyństwo tam. Wiesz co mnie uderzyło najbardziej? To, że tam matka NIE JEST bezwytchnieniowa. Matka jest ważna i otoczenie to docenia. Zaraz odezwą się głosy, że przecież u nas też – no też, tylko jakoś w czynach mniej to widać. Olga często pokazuje jak otoczenie wspiera ją i jej rodzinę. Wspiera realnie, nie tylko poklepaniem po ramieniu i słowami: podziwiam Cię jak sobie świetnie radzisz. Wspiera od narodzin dziecka swoją obecnością, opieką nad dzieckiem. Na opiekę może liczyć też kobieta w okresie połogu oraz później. W wychowanie dziecka angażuje się rodzina – m.in. dziadkowie. A ona – im na to pozwala. Może to jest ten klucz? Z jednej strony zainteresowanie i zaangażowanie otoczenia, a z drugiej – otwartość i zgoda na to “wtrącenie się” kobiety – Matki.

Czy my, Matki Polki, Matki kultury zachodniej – potrafimy dopuścić innych do naszej rodziny? Czy potrafimy dopuścić innych do naszych dzieci bez założenia, że ona źle mówi. On źle nosi, źle karmi, źle ubiera itd.? Bo my Matki Polki to jesteśmy “Zosie Samosie”. Przez lata w naszej kulturze kobiety walczyły o parytety, ale nie oddawały swojego pola. “Zagarniały” kolejne przestrzenie – studiowały, podejmowały się pracy wcześniej zarezerwowanej dla mężczyzn itd., ale zapominano o balansie.  Wcześniej to kobieta dbała o dom – to niech dba dalej. Chce pracować, studiować, tworzyć biznes – musi to pogodzić z wychowaniem dzieci. Walczyłyśmy o nowe możliwości dla nas, ale nie nowe obowiązki dla drugiej strony. Nie mogłyśmy też nagle pozwolić innym wtrącić się w nasze “podwórko”. Przecież to ja wiem lepiej, ja zrobię lepiej itd.

W teorii wiele się mówi, że mąż czy partner powinien być “partnerem” jak równy z równym. Ale społecznie nie ma tego mechanizmu. Bo to czy mężczyzna będzie prał i gotował zależy od tego jak jest wychowany. Taka prawda. W dorosłym życiu, w związku należy pracować nad “rozłożeniem obowiązków”, ale ile łatwiej i mniej konfliktów by było, gdyby mężczyzna z domu wyniósł to, że mycie naczyń czy przebieranie dziecka jest tak samo jego obowiązkiem, jak i matki jego dziecka? Ile łatwiej byłoby samej matce tego mężczyzny, gdyby nie dzieliła obowiązków na męskie i nie męskie. Pozbyła się perfekcjonizmu.  Gdyby nie chodziła za dzieckiem i zbierała brudnych naczyń i ubrań, tylko wymagała, żeby sam to zrobił? A ojciec tego nie wspierał słowami: „Przecież to jest chłopak, nie będzie prania wieszał”? To my rodzice decydujemy czy żona naszego syna będzie Matką Polką Bezwytchnieniową – niezależnie czy urodzi zdrowe czy chore dziecko. To w domu rodzinnym zaczyna się schemat, który później będzie powielany. To my rodzice decydujemy czy kobieta w swoim dorosłym życiu pozwoli wepchnąć się w rytm „samoogarniania”.

Nie chodzi o to, by kogoś krytykować, pouczać. Chodzi o zmianę myślenia i wyjście z ram “jest beznadziejnie i zmieńcie to”, w ramy “jak to zmienić i gdzie to ma swoje źródło?”. Warto uświadomić sobie, że to o co teraz muszą upominać się Matki OzN, podstawy ma głębiej niż tylko w źle działającym systemie prawnym i socjalnym. Gdyby społeczeństwo było wychowywane w innej świadomości, większej empatii, zrozumieniu dla potrzeb innych, to teraz nikt nie dyskutował by nad sensownością i ważkością asystencji osobistej czy opieki wytchnieniowej.

Zmiana myślenia potrzebuje czasu, a my Matki Polki Bezwytchnieniowe już go nie mamy. To co trzeba zrobić już – to zmiana myślenia decydentów, a następnie wprowadzenie prawdziwego wsparcia ze strony systemu. Inna sprawa, że chyba coraz mniej w nas zwykłej empatii, człowieczeństwa. Bo można mówić, że nie ma rozwiązań systemowych, że są sektory mocno niedoinwestowane itd. No, ale żeby rejestratorka w poradni specjalistycznej nie mogła zadzwonić do umówionego pacjenta czy jego opiekuna (po co zapisują numer telefonu przy umawianiu wizyty?!), że wizyty nie będzie? To jest brak podstawowych odruchów ludzkich. I to chyba sektor medyczny prowadził kampanię “Odwołuję, nie blokuję”? Rozumiem, że drugiej strony to nie obowiązuje? Dla czegoś takiego nie ma wytłumaczenia. Brakuje jednego dokumentu we wniosku? Przyjmij wniosek, brakujący dokument rodzic dośle pocztą, żeby nie jeździć kolejny raz. Tu naprawdę nie trzeba wielkich aktów prawnych. Tu trzeba dobrej woli urzędnika, pani przy okienku czy w rejestracji.

To możemy zmieniać my, każdego dnia. 

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *